Camp rock


Link 05.10.2008 :: 22:09 Komentuj (12)
Disney postanowił odżyć - kiedyś produkował niezapomniane animacje dla dzieci, dziś wziął się za filmy dla młodzieży, I jeśli chodzi o te produkcje sprzed lat - pozostaną one nie zapomniane - potrafiły one także przekazywać ważne prawdy ukryte w animacji( weźmy na przykład "Dzwonnika z Notre Dame", który mówił nie tylko o nietolerancji i chęci zabicia cyganów w imię dobra, ale także o ślepym pożądaniu - mam na myśli uczucia tego sędziego Frollo do tej cyganki Esmeraldy - no nawet na stosie jak ją miał to się pytał czy wybiera jego czy śmierć!). A te filmik dla młodzieży to są tworzone dla ćwierć mózgowców, przepraszam jeśli fanów obrażam!
Skupię się teraz na najnowszym dziele - "Camp rock". Utalentowana dziewczyna marzy o pojechaniu na obóz kształcący muzyków. Niestety ze względów finansowych nie może sobie pozwolić na Camp Rock. Ale dla chcącego nic trudnego - udaje jej się dostać na obóz jako pomoc kuchenna. Na miejsu dziewczyna kłamię i udaje inną osobę aby dopasować się do towarzystwa( w ilu to już było filmach?) -szczególnie zależy jej na sympatii divy obozu i jej dwóch marionetek(układ jak z filmu "wredne dziewczyny"). W między czasie poznaje zafochanego gwiazdora(och, Joe Jonas utalentowanym aktorem nie jest i lepiej niech filmów nie robi...Chociaż pociesze go - jego braciszek Nick wypadł jeszcze gorzej od niego;P), który na tymże obozie odrabia pańszczyznę(czyli wujaszek i braciszkowie go zmuszają do odnalezienia własnego ja nad pięknym jeziorem wśród rozwrzeszczanej młodzieży)ucząc tańczyć obozowiczów.
Podsumowując moje dość chaotyczne streszczenie - film ma dość płytka treść. Kolejny dobry pomysł - tak jak w przypadku "High school musical"( musical w liceum-pomysł fajny - wykonanie plus scenariusz - do bani)- tylko coś problem z ładnym opakowaniem pomysłu( oj, dziewczęta rozumiem,że wam wystarczy fajna śpiewająca koleżanka i Jonas brothers do szczęścia, ale ja mimo wszystko najbardziej liczę na fajną historię)."Camp rock" jest zbyt schematyczny by zadowolić mnie, ale przynajmniej jest mniej cukierkowy od "High school musical".
Jeśli chodzi o młode talenty - to może i ładnie tańczą i śpiewają, ale płyty ich nie kupię, na koncert nie pójdę - zbyt to sezonowe gwiazdki są. Co do gry aktorskiej - trochę szkolna, ale młodzi są to się jeszcze nauczą.

Tak na koniec podsumuje wszystko, wymieniając plusy i minusy, gdyż ponieważ mam wrażenie,że bardzo chaotycznie mi się o tym filmie pisze.
Minusy:
-słaba fabuła
-ohydna przewidywalność
-usmiech głownej bohaterki - ona sie szczerzyła w kązdej sytuacji - czy wściekła była, smutna czy szczęśliwa
-gra aktorska na średnim poziomie - w niektórych momentach tragiczna
-niektóre postacie denerwowały mnie - miałam ochotę wyjąć spod łóżka swoją dubeltówkę i strzelić w telewizor gdy je widziałam
-główna bohaterka nie zyskała mojej sympatii, także mojej sympatii nie zyskała tak zwana zła postać( a Ci którzy mnie znają wiedzą, że czarne charaktery uwielbiam)
-piosenki żeńskie brzmiały jak żeńskie piosenki z "High school musiacal" - oczywiście jest to mój punkt słyszenia
-hmmm..tytuł zachęca do szukania w filmie tak zwanej muzyki rockowej, ale nie ma jej zbyt wiele

Plusy:
-postać, która grał Kevin Jonas(no, ten najstarszy, mam nadzieje,że dobre imię podałam) - zabawna była tym swoim lekkim nie łapaniem o co chodzi-poprosił brata który został wysłany na obóz muzyczny,żeby mu na zajęciach technicznych zrobił karmnik dla ptaków, a to świadczy o niezłym rozkojarzeniu;]
-film leciutko lepszy od "high school musical"
-brak Troy'a
-brak seksu(no wiem dla niektórych to minus, ale widzieć,że nie każdy młody człowiek to rozpustnik)


"Camp rock" to film dla młodych i to nie dla każdych młodych(no ja mam 18 lat to chyba stara nie jestem). Jeśli mimo wszystko Drogi Czytelniku chcesz obejrzeć najnowsze dzieło Disneya posłuchaj mojej rady - zaproś koleżanki/kolegów, zrob galaretkę i rozkoszuj się wspólnym jedzeniem z filmem w tle..bo jako pierwsze danie "Camp rock" bywa niestrawialny!

Ach, nie mogłam się oprzeć - gdy szukałam zdjęć z filmu natrafiłam na oto właśnie to zamieszczone poniżej przedstawiające Jonas Brothers'ów i mojego "uubionego" Troya - i muszę przyznać - brak Zaca Efrona w obsadzie to ogromny PLUS;];]


Draka

Miasteczko Halloween


Link 07.10.2008 :: 22:32 Komentuj (4)
Poprzednio recenzowałam "Camp rock" -musical kierowany do młodzieży...Teraz czas na "Nightmare Before Christmas" musical TEORETYCZNIE kierowany do dzieci...

Tima Burtona powinien znać każdy kto się filmem interesuje - to jeden z najciekawszych i najoryginalniejszych (zaraz obok mojego ukochanego Tarantino) reżyser współczesnego kina. Burton łączy bardzo ciekawe elementy ze sobą, tworząc filmy które stają się kultowe. W przypadku "Miasteczka Halloween" reżyser funduje nam niezwykła mieszankę :animowany musical zaprawiony dużą dozą groteski i postaci rodem z horroru.
Jack Skellington jest mistrzem straszenia w swoim mieście, które wraz z wieloma innymi potworami i straszydłami zamieszkuje. Jest to miasteczko Halloween, w którym tylko to święto jest obchodzone. Jednak Jacka zaczyna to całe przerażanie innych nudzić, szuka więc czegoś nowego. Przypadkiem podczas przechadzki w lesie trafia do innego miasteczka - takiego w którym króluje Boże Narodzenie. Jack postanawia więc wprowadzić nowe święto w swoim miasteczku...
Tim Burton postarał się by w tym miejscu film nie stał się cukierkową rodzinną opowiastką o świętach - nie o to przecież chodzi. Potwory produkujące prezenty i Jack -kościotrup - w stroju Świętego Mikołaja zamieniają Boże Narodzenie w prawdziwy koszmar.

Geniusz Tima Burtona potwierdza fakt, że taką niezwykła fabułę opowiedział w piosenkach i wierszowanych wypowiedzeniach narratora. Piosenki te są wspaniałe - soundtrack "Miasteczka Halloween" jest jednym z lepszych jakie słyszałam(kompozytorem muzyki jest Danny Elfman, który od lat współpracuje z Burtonem - tworzą świetny duet!). Jednak zaznaczę, iż nie są to utwory dla każdego -piosenki typu Burton'owskiego przepełnione są czarnym humorem.

"Miasteczko" zostało nakręcone przy zastosowaniu jednej z najstarszych technik animacji - metody poklatkowej. Wymaga ona bardzo wiele pracy, ale efekt końcowy jest naprawdę imponujący. Każda postać to kukiełka chodząca po niezwykle klimatycznym świecie stworzonym na potrzeby filmu.

"Miasteczko Halloween" nie trafi do każdego widza - dzieci mogą sie po prostu przerazić( nie zapominajmy,że główny bohater to kościotrup, jego pies jest duchem, a ukochana się rozpada!), a dorosłych może zdegustować( no bo to przecież nie do pomyślenia, żeby w animowanym musicalu śpiewano co zrobią świętemu Mikołajowi - a nie są to przyjemne rzeczy:P). Jednak ta grupa odbiorców do których film trafi, pokocha go do końca życia. Jest to jedne z najlepszych filmów Tima Burtona, który mimo iż został nakręcony w 1992 roku przestarzała technika animacji jest popularny po dziś dzień!


Dodam jako ciekawostkę, że postać Jack a z "Miasteczka Halloween" jest kultowa - można ją znaleźć na wielu produktach i gadżetach, a także na ...ciele sławnych ludzi. Przykładem jest Davey Havok wokalista AFI czy Pete Wentz z Fall out boy


A piosenki z filmu były wykonywane przez naprawdę wielu wykonawców:


Na koniec:fragment filmu - porwanie Świętego Mikołaja!


Draka, wierna fanka filmu;]


Może kawałek tortu...?


Link 09.10.2008 :: 18:25 Komentuj (3)
...Czyli wariacje na temat Burtona :]

Jak się okazało, sztuka filmowa i kulinarna mogą łączyć się nie tylko w przypadku jedzenia galaretki na filmowym maratonie czy rzucania się popcornem w kinie...



Wesela nie trzeba wszak traktować Śmiertelnie poważnie...







i mój ulubiony:



Pcheła

Ps. No dobra, to kto chce wziąć ze mną ślub?! :]

Wysyp żywych trupów


Link 11.10.2008 :: 00:03 Komentuj (5)
Z okazji tego, że jutro wybieram się do kina na najnowszy film Simona Pegga - "Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi", postanowiłam przypomnieć o innym wspaniałym filmie tego aktora.
Żywe trupy -zombie - kojarzą nam się tylko z horrorami. Ale żywy trup przyprawiony angielskim humorem przestaje być postacią straszną, a staje się przyczyną śmiechu. Owszem -parę momentów grozy pozostało -ale filmu tego do strasznych zaliczyć nie można. I dobrze.
Historia jest całkiem prosta :Shaun, życiowy nieudacznik żyje w jednym domu ze swoimi przyjaciółmi - obibokiem Eddem i poważnym Pete'em. Jedyna rozrywką Eda i Shauna są spotkania w pubie Winchester - niezbyt ekskluzywnym miejscu. Prawdopodobnie Shaun nie chciałby żadnych zmian gdyby nie jego dziewczyna Liz - dla niej jest gotowy na każde poświecenie -nawet przeniesienie się z pubu do renomowanej restauracji;]W tym samym czasie po Londynie zaczynają chodzić żywe trupy , początkowo niezauważone prze głównego bohatera. Jednak gdy już dochodzi do starcia z nimi - Shaun wraz z Edem postanawia uratować Liz i swoja matkę zamykając się w jedynym - jego zdaniem bezpiecznym miejscu...
Edgar Wright i Simon Pegg - reżyser i aktor, scenarzyści -tworzą duet niezwykły. Razem tworzą filmy, które łączą gatunki -horror, romans i komedię-stanowiąc swoistą ich parodię. W "Wysypie" bark humoru wulgarnego -tak charakterystycznego dla komedii współczesnych. Śmieszą same sytuacje- początkowe niezauważanie zombie, a nawet śpiewanie z nimi;]

Ja osobiście nie mam filmowi niczego do zarzucenia - ale wiem, że znalazłby się osoby, które filmu nie obejrzą właśnie ze względu na zombie - żywe trupy wyglądają tu jak przeciętne umarlaki - a więc przegniłe i rozpadające się - a znam wrażliwe osoby, które nawet w tle latających jelit nie chcą oglądać!;]

Na zdjęciu :reżyser Edgar Wright i pan przebrany za zombie

Wyżej filmik przedstawiający jedną z moich ulubionych scen;]


Bill Nighy, jedne z moich ulubionych aktorów,także pojawia się w "Wysypie"



Draka-polecam obejrzeć także inny projekt Wright'a i Pegga - Hott Fuzz, zabawną komedię kryminalną!

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi


Link 23.10.2008 :: 23:50 Komentuj (7)
Simon Pegg jest aktorem głównie komediowym, więc nic dziwnego, że jego najnowszy film na na celu rozbawić widzów. Jednak "Jak stracić przyjaciół" jest nieco innym filmem niż wcześniejsze dzieła aktora, takie jak "Wysyp żywych trupów" czy "Hot Fuzz". Pierwsza różnica to przeniesienie akcji z Anglii do Nowego Yorku, druga pojawienie się w filmie gwiazd - Kirsten Dunst i Megan Fox.
Sidney Young (Simon Pegg) zawsze chciał pisać o gwiazdach. Prowadzi więc mało dochodowe pismo i zakrada się na imprezy dla sław. Kiedy jednak los się do niego uśmiecha i dostaje szansę na pisanie dla światowej sławy magazynu nie umie przystosować się do nowej pracy - nie umie pisać pod dyktando managerów gwiazd, współpracować z przełożonym czy nawet odpowiednio się do pracy ubrać. Z czasem zaczyna mu przeszkadzać, że zraża do siebie wszystkich ludzi - a dzieje się to wtedy kiedy poznaje piękna aktorkę(Megan Fox) i zamierza zdobyć jej serce.
Film fabuła może przypominać "Diabeł ubiera się u Prady", ale tamten film posiadał zupełnie inny humor(jeśli jakiś posiadał - nie pamiętam, a jeśli nie pamiętam to znaczy, że film jakoś bardzo mnie nie bawił). Oczywiście komediowy potencjał filmu to zasługa Simona Pegga - potrafi samymi minami i gestami rozbawić do łez. Aktor tak świetnie wykreował postać, że Sydney Young naprawdę zrażał do siebie ludzi - nie trudno było uwierzyć w to, że nie ma przyjaciół i z każdym potrafił się o coś sprzeczać.
"Jak stracić do siebie ludzi" jest filmem przyjemnym, który można obejrzeć wielokrotnie. Choc podobał mnie się dużo mniej niż "Wysyp" czy "Hot Fuzz" warto poświęcić czas tej produkcji. Każdy odnajdzie w niej coś dla siebie - dużą dawkę humoru, aktorskie popisy Pegga i Dunst, a każdemu mężczyźnie spodoba się Megan Fox w przemoczonej sukience wynurzając się z basenu!



Draka


Tajne przez poufne


Link 29.10.2008 :: 20:31 Komentuj (8)
Bracia Coen są już uznanymi twórcami filmów. Choc o ich poprzednich filmach (oscarowy "To nie jest kraj dla starych ludzi") tylko słyszałam, postanowiłam wybrać się na ich najnowsze dzieło. "Tajne przez poufne" jest filmem o ludziach nie do końca inteligentnych i prawdopodobnie to sparwia, ze przyjemnie się w ekran patrzy- koniec z wyidealizowanymi bohaterami, czas na prawdziwych gamoni!
Film zawiera całkiem sporo wątków, które się zazębiają, co kojarzy mi się z takimi dziełami jak "Pulp Fiction". Film rozpoczyna odejście z pracy analityka Osbourne'a Coksa (Malkovich). Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, ze Osbourne pracował dla CIA i po opuszczeniu tej agencji postanowił napisać o niej książkę. W tym samym czasie jego żona(Tilda Swinton) w najlepsze romansuje z agentem z ministerstwa skarbu - niezbyt inteligentnym Harrym(George Clooney) i szykuje się do rozwodu. Zbiera ona dowody obciążające męża- w tym płytę z tajnymi zapiskami, które całkiem przypadkiem trafiają w ręce gamoniowatego Brada Pitta pracującego w fitness klubie. Co z tego wynika? Najlepiej zobaczyć samemu?
Historia wydaje się być lekka, a zarazem dość nieprzewidywalna. Bohaterowie są tak skonstruowani, że trudno przewidzieć kolejny ich ruch. Sam film, który początkowo wydaje się być zwykła komedią, zmienia pod koniec nieco styl - robi się nieco krwawiej(ale nie zamienia się on w "Piłę", więc nawet widzowie uczuleni na widok krwi nie powinni dostać wysypki). Podejrzewam, iż "Tajne prze poufne" niesie jakieś przesłanie, którego nie zauważyłam - zbyt oczarowana zostałam przez grę Brada Pitta. Tańczący, niezbyt inteligentny i cieszący się ze zdobycia pewnego numeru - rozbawiał do łez. Dostał bardzo ciekawą rolę, więc nie powinien narzekać - "nie sądziłem, że zagram aż takiego gamonia"!
Nie każdemu ten film się spodoba. Czytałam opinie ludzi, którzy mówili, że zasnęli na "Tajne przez poufne" (nie rozumiem ich, bo mi filmik szybko i przyjemnie minął!). Osobiście bardzo go polecam, szczególnie ludziom, którzy lubią filmy zakręcone, takie jak filmy Quentina T.

scenariusz i reżyseria:bracia Coen
obsada:George Clooney ,John Malkovich, Brad Pitt, Tilda Swinton (grała Białą Czarownice w "Opowieściach z Narnii")



Draka