Benny i Joon


Link 11.05.2008 :: 20:12 Komentuj (3)
Nie od dziś wiadomo, że Johnny Depp jest aktorem wyjątkowym, który wybiera role nieszablonowe. Uchodzi nie tylko za wspaniałego aktora, ale także za jednego z najprzystojniejszych. Dlatego ludzie lubią oglądać z nim Filmy. Dla wszystkich tych, którzy widzieli już setki razy "piratów", "Edwarda" czy "czekoladę", a pana Deppa nie mają dość polecam film "Benny i Joon" z 1993roku.
Tytułowe postacie to rodzeństwo, które w dzieciństwie straciło rodziców. Benny praktycznie nie ma czasu na przyjemności, ponieważ cały dzień spędza w pracy lub nad opieką swojej chorej psychicznie siostry, Kocha ja jednak bardzo i nie zamierza oddać jej do żadnej kliniki, mimo iż pogarszający sie jej stan tego wymaga. Wszystko zmienia pojawienie się w ich życiu Sama(właśnie w tej roli Johnny), "wygranego" w karty przez Joon. Jest on ekscentryczną postacią pełną humoru i ciepła, która przyjmuje role opiekunki Joon.
Wzruszająca historia pełna jest ciepła, które oczaruje każdego widza. Jednak nie tylko to jest ogromną zaletą filmu. Dopasowana muzyka autorki ścieżki dźwiękowej do "Czekolady", okraszona dobrymi zdjęciami sprawia, że do filmu ma sie ochotę ciągle wracać. Dodać trzeba także grę aktorską, gdzie zdecydowanie wyróżnił sie Johnny, ukazując, że posiada zdolności mima,potrafi rozśmieszyć nie używając słów(i nie jest to humor pokroju poślizgu na skórce od banana, tylko nieco bardziej wyrachowany;]).
"Benny i Joon" jest filmem, który zdecydowanie warto zobaczyć. Jest pełen humoru i irracjonalnego zachowania bohaterów, dzięki czemu jest filmem łatwym w odbiorze, mówiącym, że to co jest inne wcale nie jest gorsze, a ludzi z problemami psychicznymi także zasługują na miłość i możliwość samodzielnego decydowania o sobie;]


A oto jedna z moich ulubionych scen -robienie tostów przy użyciu żelazka;]:

Draka

Johnny jako Jack Sparrow


Link 16.04.2008 :: 16:35 Komentuj (0)



Draka

Sweeney Todd - recenzja


Link 14.04.2008 :: 16:42 Komentuj (1)
Historia Benjamina Barkera, znanego także jako Sweeney Todd była już nie raz podstawą filmów i przedstawień. Tym razem została przedstawiona jako musical przez Tima Burtona. Pan Burton to reżyser i scenarzysta wybitny. Ma niezwykłą wyobraźnię, a jego filmy mają własny klimat. Na pewno każdy z Was oglądał choć jeden film Burtona : „Charlie i fabryka czekolady”, „Gnijąca Panna młoda”, „Duża ryba” czy „Edward Nożycoręki”. A to tylko niektóre z bardzo znanych tytułów. Trudno mi było wśród dzieł Tima znaleźć jakąś wpadkę, aż do tej pory. „Sweeney Todd: diaboliczny golibroda z Fleet Street” jest filmem dobrym, ale nie znakomitym. Po prostu po tym panie można sie spodziewać dużo więcej.
Historię przedstawioną w filmie daje się łatwo streścić. Niezbyt dobry sędzia(A. Rickman) skazuje na wygnanie B.Barkera(J.Depp), ponieważ chce jego pięknej żony. Po latach golibroda powraca pod zmienionym nazwiskiem i z wielką chęcią zemsty. W spełnieniu tego pragnienia pomaga mu jego przyjaciółka brzytwa i pani Lovett(H.Carter), kobieta wyjątkowo praktyczna, która jak sama o tym śpiewa wykonuje najohydniejsze paszteciki w Londynie.
Ach, ta scenografia, zdjęcia i kostiumy. Wszystko utrzymane w stylu Tima Burtona, mroczne i dobrze oddające tło fabuły filmu. I sztuczna krew, którą znamy już z „Jeźdza bez głowy”, a która idealnie pasuje do tego typu filmów(jak ktoś woli oglądać bardziej realistyczną krew polecam „Piłę” tudzież filmy dokumentne o operacjach). Także gra aktorska Heleny Bonham Carter mnie zachwyciła – idealnie oddała postać Pani Lovett, robiącej „przebojowe paszteciki” z ludzi. Dobrze zagrał także Alan Rickman, Sacha Baron Cohen i Jamie Campbell Bower, który wcielił się w postać Anthony’ego Hope’a.
Muzyka jest ważną częścią tego filmu dlatego budzi tak wiele sporów. Jednych zachwyciła, dla innych nie współgrała z obrazem. Dla mnie była i tym i tym. Z jednej strony piosenki zapadły mi w pamięć, były zaśpiewane całkiem poprawnie( prócz małego wyjątku jaki stanowi śpiew Johanny), z drugiej strony w niektórych momentach spodziewałam się innych dźwięków. Szczególnie jeśli idzie o Johnny’ego – świetnie wypadał w piosenkach gdzie szybko wymawiał słowa, a źle w zaśpiewanych w stylu operowym.
Gra aktorska Johnny’ego Deppa trochę mnie zawiodła. Aktor zagrał całkiem dobrze, ale wiadomo, że stać go na dużo więcej. Są w filmie momenty kiedy wygląda po prostu jakby się nudził…Jeszcze jedna osoba z obsady zdecydowanie mogłaby wypaść lepiej. Jayne Wisener, wcielająca się w postać Johanny, córki tytułowego Seewney’ego nie powinna się odzywać, a co dopiero śpiewać. Wtedy jej występ w dziele Burtona byłby znośny.
Mimo, iż nie uważam tego filmu za ideał, polecam zobaczenie go. Wśród masy nudnych musicalowych filmów pokroju „high school musical”, gdzie nie zdąży jeszcze wyświetlić się tytuł, a my już znamy koniec, film Tima jest dziełem, którego przegapić nie można.

Draka