Zmierzch


Link 10.03.2009 :: 00:26 Komentuj (3)
Napisy w stylu "Kocham Edwarda Cullena" zalewają internet i dziewczęce pamiętniki. "Zmierzch" cieszy się ogromna popularnością i nic dziwnego skoro jest to ekranizacja bestsellerowej powieści. Film zarabia całkiem nieźle - to nastolatki najczęsciej chodzą do kina, a film jest przcież do nich adresowany.
Bella, cicha nastolatka(tak przynajmiej siebie opisuje, choć raczej tego nie pokazuje zwierzając sie ze spraw prywatnych obcym wampirom), przeprowadza się z piaszczystej Arizony do deszczownego Forks by zamieszkać ze swoim ojcem, szefem policji. W szkole poznaje Edwarda, niezwykle przystojnego i bladolicego wampira, w którym zakochuje się wze wzajemnościa. Ale, czy wampir może pozwolić sobie na związek z człowiekiem?
Fabuła filmu( ani ksiązki) mnie nie oczarowała. Uwielbiam historie o wampirach, ale te wampiry muszą coś w sobie mieć. Robienie filmów, w których przedstawiony jest romans człowieka z wampirem jest dość ryzykowne - wystarczy wspomnieć tu wyjatkowo nieudaną "Królowa Potępionych". Twórcy "zmierzchu" nie podołali temu zadaniu - w filmie brak jakiejkolwiek chemii między bohaterami. Jest to po czesci wina aktorów, którzy graja fatalnie. Kristen Stewart (Bella) wypowiada wszystkie swoje kwestie z nuta płaczu w głosie, a nawet najprostsze zdanie dzieli pauzą -brzmi to jakby miała problemy z wypowiadaniem się spowodowane zespołem Downa. Z mimika też ma problem - czy probuje ukazać, gniew, strach czy miłością-ciągle ma ten sam wyraz twarzy z nedomkniętymi ustami(och, jak mnie to denerwuje u aktorek - ludzie chodzą z otwrtymi ustami jak mają katar, albo jak chca złapać jakąś muchę i ją zjeśc na drugie śniadanie!). Partnerujący jej Robert Pattinson nie wypada lepiej - ciągle ma mine - przepraszam za określenie - jakby miał jakies zatwardzenie. Do tego zero uroku jaki powinien roztaczać nadludzko piękny wampir. Nie ważne czy jest się mężczyzną urodziwym czy nie( fanki na pewno uważają, że Robert jest najpiękniejszym mężczyzną na swiecie, ale ja się raczej z nimi nie zgodzę) to każda kobiete można uwieść odpowiedni spojrzniem, miną, których Pattinson w filmie nie stosuje.
Kolejną kwestią minusową jest charakteryzacja. Edward wygąda sztucznie, a nie wampirzo. Blada cera( a wrećz woskowa), potargane i ufarbowane włosy oraz naprawdę sztucznie wyglądające spojrzenie nie czyni go pociągającym wampirem. Kostiumy też nie powalają - wampiry chodzące w futerku czy samych spodniach po lesie nie sa tym co by się chciało ogladac na ekranie.
Wrażenie złej gry aktorów zdecydowanie potegowały ciągłe zbliżenia na ich twarze. Ujęcia te były wręcz potoworne, ukazwyały straszną mimikę. Gdy tylko kamera obejmowała całą postać Edwarda i Belli( scena, kiedy stoja w lesie i ona mu mowi "jestes wampirem) też nie dodają filmowi uroku - widac, że aktorzy bez jakich kolwiek emocji wypowiadają kwestie, które na jakies emocje zasługuja, stojąc jak kołki i nawet ręką nie machając.
Muzyka - prawie niezauważalna, nudna i nieciekawa, nie zapada w pamięć.
Nie miałam zbyt wilekich oczekiwań oglądając "Zmierch", ale ten film mimo wszystko mnie zawiódł. Liczylam choćby na muzyke i zdjęcia, ale w tej ekranizacji nie moge znaleźć żanych plusów.

"Piękne" wampiry

Tak wygladają ludzie/wampiry bardzo w sobie zakochani -miłość wręćz promienieje z ich twarzy!

Wampiry zawsze sie modnie ubierają - futerko z owieczki to przecież ostatani krzyk mody!

Kolejna scena miłosna;P( mam problemy ze znalezieniem zdjęcia na którym Bella miałaby zamknęite usta...no cóż, ciekawe ile much nałapała ta aktorka podczas kręcenia Zmierzchu?)

Draka ( jeśli macie ochotę posłuchać świetnej ścieżki dźwiękowej to polecam tą ze "Slumdoga" -naprawdę warto!)


Piła V


Link 03.11.2008 :: 00:37 Komentuj (3)
Zrecenzowanie "Piły" nie jest dla mnie zadaniem łatwym. Jest to seria filmów, która jest bliska memu sercu, a znienawidzona przez sporą część globu( na "Piłę" najczęściej wrzucają ludzie, którzy jej nie widzieli tudzież zrazili się po zobaczeniu jednej makabrycznej sceny). Albo ilość "Pił" się nie podoba : och to aż pięć części! A zastanówcie się ile części jest Bonda czy Gwiezdnych Wojen. A cała seria"piły" jest jak jeden film - tak się wątki z każdej części zazębiają i przepalają -np: nieznacząca scena z części 3 nabiera ogromnego znaczenia w 4! No ale zabieram się za recenzowanie części piątej.

Pan Układanka nie zabija ludzi, nie mści się - on poddaje ich resocjalizacji, daje im lekcję, której tematem jest bez cenność ludzkiego życia. Oczywiście, trudne tematy lepiej się przyswaja podczas gier "edukacyjnych" niż nudnych wykładów. A że podczas takiej gry można stracić rękę to szczegół. Można też stracić życie, ale to tylko wtedy kiedy kieruje się instynktem zamiast przestrzegać prostych reguł, które każdemu uczestnikowi "zabawy" przedstawione są wyraźnie na dyktafonie.
W piątej części Pan Układanka także się pojawia, ale tylko we wspomnieniach. Czynnego udziału w grach nie może brać, bo mu się zmarło po drodze do tej części. Ale udało mu się znaleźć sposób na nieśmiertelność - na kontynuowanie jego dzieła. Jest nim następca Pana Układanki - detektyw Hoffman. W piątej odsłonie serii dowiadujemy się jak Hoffman stał się uczniem Układanki, a także jak radzi sobie z kontynuacja dzieła mistrza.
W "Pie V" brak ciekawych pułapek i oryginalności części pierwszej. Ale fabuła nadal wciąga, zakończenie zaskakujące - choć nie tak jak w poprzednich częściach -jest. Oczywiście, przy "Pile" nie ma mowy o nutce grozy - to moim zdaniem horror nie jest. Nie chodzi o straszenie widza odcinaną nogą, a raczej o pokazanie co człowiek jest w stanie zrobić by ocalić swoje życie i ile jest dla niego warte życie drugiego człowiek w obliczu zagrożenia własnego. Po takiej interpretacji "Piła" staje się filmem z przesłaniem. Trzeba tylko dopatrzeć się go pod "ręką i  mózgiem na ścianie".
"Piła V" nie zawodzi, ale tez nie zachwyca. Jest filmem dobrym, ale w porównaniu do poprzedniczek nieco gorszym. Cała serię "Piły" polecam wszystkim tym, którzy nie mają problemów z widokiem wnętrzności. Znajdziecie w tym filmie rozrywkę i małe co nieco do przemyślenia.


Była żona Pana Układanki po jego śmierci dostała tajemnicze pudełko. Co kryje w środku?

Taki dyktafonik nie wróży niczego dobrego. Lepiej jednak wyraźnie wysłuchać instrukcji na nim zapisanych!

Na sam koniec dodam, iż uwielbiam soundtrack z "Piły"( mówię tu w sumie o każdej z części). Film nie wywołuje u mnie dreszczy przestrachu, ale muzyka - och, owszem. Instrumentalne utwory oddziałują tak mocno na moja wyobraźnię, że nigdy nie słucham ich przy zgaszonym świetle - przed oczyma stają mi wtedy pułapki z "piły" tak wyraźne, że aż namacalne. Czuję pod palcami rdzawą i chropowata powierzchnie urządzeń, które użyte zostały podczas gry Pana Układanki, słyszę krzyki ofiar, krzyki, które równie dobrze mogą być moim własnym. Świadczy to o genialności tych utworów - nie każda muzyka umie tak oddziaływać. A że czasami lubię się bać to i muzyki z "Piły" posłucham;]
Draka;]


1408 i ekranizacje dzieł Kinga


Link 29.08.2008 :: 00:48 Komentuj (3)
Ach, te ekranizacje dzieł Stephena Kinga. Zebrało sie ich całkiem sporo, niestety nie wszystkie są na poziomie. Niektóre są zdecydowanie gorsze, ponieważ odbiegają nieco od oryginału - jak "1408" w który zostały wepchnięte całkowicie niepotrzebne wątki córeczki(no tak, amerykanie uwielbiają małe czarnowłose dziewczynki wstawiać do horrorów, przy czym biorą przykład z Azjatów. Ale hello, tam każda dziewczynka jest czarnowłosa, a w stanach nie, więc poproszę,żeby następne krwiożercze dziecko było rude;]). Niestety, mimo tego, że pana Kinga uwielbiam, wiem że ma on kłopoty z zakończeniami -po prostu 8 na 10 opowiadań ma schrzanione zakończenie pokroju "a jednak żył długo i szczęśliwie, choć bez jednej ręki, nogi i z połową miednicy". Bosh, King weź się w garść - piszesz horrory to masz pełne prawo zabijać głównych bohaterów.
Tak więc, jest pewien film -"Sekretne okno" -którego reżyser( tudzież scenarzyści) zauważył to co ja -problem z zakończeniem, zmienił je i stworzył genialny film grozy. Brawa dla tego pana.
A teraz recenzja "1408" a nie chaotyczny wpis o Kingu;]

1408 to jedno z krótkich (około 30 stron) opowiadań Kinga. Za ekranizację zabrał się średnio utalentowany reżyser, a scenarzyści postanowili zbytnio nie patrzeć na oryginał( istnieje prawdopodobieństwo,że go za bardzo nie zrozumieli, dlatego postanowili napisać własną bajeczkę, gdzie głównego bohatera nazwali tak samo i złemu Pokojowi przypisali ten sam numerek).
Mike Enslin jest pisarzem, który zajmuje się książkami z serii"dziesięć najstraszniejszych..." Jeździ więc, o strasznych cmentarzach i dworach opisując zjawiska paranormalne, w które sam nie wierzy. Powoli zmęczony tym,że nigdy nie udało mu się spotkać z tym co opisuje w swoich książkach postanawiać dać jeszcze szanse nawiedzonym hotelom. W końcu trafia do pokoju "1408", który nie cieszy się zbyt dobrą sławą -zdarzyło się w nim 30 NATURALNYCH zgonów, z okna pokoju wyskoczyło 5 mężczyzn i jedna kobieta 3 kobiety i jeden mężczyzna przedawkowali w 1408 narkotyki, plus wisielce i trupy w wannie. Mike niedługo po wejściu do pokoju zaczyna rozumieć,że jednak zjawiska paranormalne istnieją, a pokój star sie go zabić.
Prawie cały film opiera się na monologach głównego bohaterach, jego próbuje skonfrontowania się z przeszłością - śmiercią córki i dziwach, które wyrabia pokój. Jednak zdjęcia nie są zbyt dobre - nie ukazują żadnej grozy pokoju. Woda wylewająca się z obrazu czy odpadający tynk ze ściany nie wywołują gęsiej skórki. Na dodatek zawodzą sceny gdzie pojawia się więcej bohaterów - początek, w którym następuje wprowadzenie głównego bohatera jest wyjątkowo nudny i sztuczny.
W horrorze najważniejsze jest zakończenie - to ona ma spowodować że nie będziemy mogli spać. King zdecydowanie zepsuł zakończenie. A scenarzyści, którzy wtedy kiedy powinni czerpań z oryginału tego nie robili, tak koncóweczkę postanowili zrobić bardzo podobna - czyli nudna i sztuczną. I taka jest wersja kinowa filmu : 2 na 10, jeśli idzie o ocenę. Al en reżyser postanowił zrobić jeszcze wersję reżyserska filmu - która została oczywiście wyposażona w odpowiednią końcówkę, która przekonała niektórych widzów do tego,że "1408" to horror.
A miałam ochotę na trochę strachu- niestety zawiodłam się. Ocena filmu: ilość momentów w filmie, w którcy podskoczyłam ze starchu:0, dobra muzyka budująca grozę:brak, średnia ilość ziewnięć na 5 minut filmu:5:P

reżyser:Mikael Hafstrom ( uznawany za jednego najlepszych szwedzkich reżyserów, siedział na krzesełku reżysera przy hollywoodzkiej produkcji pt "Wykolejony", ale i tak mnie do siebie nie przekonuje)
John Cusack ->Mike Enslin(główny bohater)
Samuel L. Jackson (ach, a tak lubię i cenię tego aktora, a on w takiej szmirze;/) -> Gerald Olin(zarządca hotelu "Delfin", co to próbuje odwieść pisarza od genialnego pomysł spędzenia jednej nocy w pokoju 1408)


Draka ( jeśli chcecie przeczytać NAJLEPSZE opowiadanie jakie zostało KIEDYKOLWIEK napisane - oczywiście moim skromnym zdaniem, i póki moje opowiadania nie zostaną opublikowane;]- weźcie się za lekturke "Prosektorium numer 4", które znajduje się w tomiku opowiadań "Wszystko jest względne- 14 mrocznych opowieści")


Prestiż (The Prestige)


Link 24.08.2008 :: 21:23 Komentuj (4)
Christopher Nolan - wspaniały reżyser i scenarzysta, którego nazwisko na pewno zostanie zapamiętane dzięki filmowi "Mroczny Rycerz", ma na koncie znacznie więcej filmów na które warto zwrócić uwagę. Jednym z nich jest "Prestiż", wspaniałe kinowe arcydzieło, łączące trudne pytania o ciemną stronę człowieka z filmem rozrywkowym, które wciąga od napisów początkowych po końcowe.
Alfred Borden(Christian Bale) i Robert Angier (Hugh Jackman) są zdolnymi iluzjonistami. Jednak od czasu ich wspólnego występu podczas którego doszło do tragedii zaczynają niezdrową rywalizację. Powoli pochłania ich ona całkowicie - są gotowi na poświęcenie wszystkiego,aby zniszczyć rywala i poznać jego największe tajemnice.
Opisana w paru zdaniach fabuła filmu może wydać się prosta, ale to tylko pozory, tak jak wszystko przedstawione w tym wielowątkowym filmie. Reżyser cały czas zwodzi nas jak magowie na scenie pokazując w każdej minucie filmu sceny, które dopiero na koniec ułożą się w zaskakujące zakończenie, które żaden widz nie jest w stanie przewidzieć."Prestiż" jest dzięki temu filmem wyjątkowym, złożoną historią, dramatem i thrillerem zarazem.
Lubię filmy widowiskowe, zabawne komedii i straszne horrory Ale kocham filmy, które potrafią mnie zaskoczyć, których każdy element fabuły jest układanką( np"Piła", "Tożsamość") - wracam d takich filmów,oglądając za każdym razem uważniej, analizując, widząc jak wszystko jest pięknie poskładane - jak widz nie widzi tych wszystkich szczególików, które prowadzą do niespodziewanego rozwiązania pokazanego na końcu. Takie filmy chce oglądać, takie chce tworzyć. Taki jest "Prestiż".


reżyseria i scenariusz: Christopher Nolan (Batman Początek, Mroczny rycerz, Memento)
występują: Hugh Jackman(Van Helsing, X-men,HappyFeet - głos poddawał, of course); Christian Bale( Equilibrium-genialny film,"Mroczny Rycerz, Batman Początek);Michael Caine( Mroczny Rycerz); Scarlett Johansson( "Dziewczyna z Perłą", Wyspa,Czarna Dalia) i Andy Serkins( no tego pana to trzeba znać - to on zagrał Golluma we "Władcy Pierścieni" - odwalił najbrudniejsza robotę, zgrał genianie a my myślimy,że to wszystko tyko i wyłącznie animacja komputerowa!)



Draka

Królowa potępionych (Queen of the Damned)


Link 08.05.2008 :: 23:19 Komentuj (0)
Hmmm, czasami trafi się mi obejrzeć film pokroju "Królowej Potępionych". Powiem szczerze, że jest to gniot nie warty polecania :aktorzy grają fatalnie, fabuła na pewno nie zadowoli fanów powieści Anne Rice( które dla mnie są tak samo nieznośne i nudne jak film, no ale każdy ma swój gust) ani fanów filmów o wampirach. Scena finałowa filmu? Miałam problemy z zauważeniem jej, bo była tak mało widowiskowa ( a trzeba przyznać, że niektóre filmy aż się proszą finał z fajerwerkami). A jednak film ten ma w sobie jednego plusa - ścieżkę dźwiękową. Muzyką zajął się Jonathan Davis (to ten pan z Korna)a wspomagają go wokalnie znane postacie ze świata rockowego. Polecam, więc soundtrack do posłuchania, nawet bez oglądania filmu wcześniej;] Niżej jedna z piosnek:


Jeśli się Wam spodobało to zapraszam do zapoznania się z muzyka zespołu Alone, która jest w podobnym klimacie : http://alone.com.pl/

Draka

Krew jak czekolada (Blood and Chocolate)


Link 20.04.2008 :: 22:24 Komentuj (0)
W kinie nie raz mieliśmy już do czynienia z historiami o wilkołakach. "Krew jak czekolada" jest jedną z nich, która z tego powodu została wrzucana do worka z napisem "horror". Ale w przypadku tego filmu słowo to jest nie odpowiednie. "Krew.." nie jest nawet romansem, tylko nudnym romansidłem, a obejrzenie tego filmu to zdecydowanie strata czasu.
Film opowiada o kobiecie-wilkołaku, która zakochuje się w człowieku łamiąc tym zasady swojego gatunku. Musi wybrać między miłością, a lojalnością wobec klanu wilkołaków. Cały film kręci się wokoło tego wątku, jakże prostego i nie raz już na ekranie pokazywanego.
Do samych minusów filmu dochodzi jeszcze przeciętna gra aktorów, nieciekawa muzyka i kiepskie zdjęcia.
Podsumowując, omijajcie ten film z daleka. Nie zachwyci on ani fanów strachu, ani tych co liczą na wzruszająca historię rodem ze sztuki Szekspira "Romeo i Julia".

Draka