Kapitanek


Link 19.01.2009 :: 20:51 Komentuj (2)
Swego czasu, dawno temu, popełniłam na kolanie opowiadanie zainspirowane moim kotem:P Rudy i wredny kociak zawsze jawił mi się jako dzielny pirat, chodzący w butach z wysoka cholewą, kapeluszem z piórkiem i szablą u paska. Później oczywiście, kot takowy pojawił sie w shreku, a ja opowiadnie schowałam do najciemniejszej szuflady. Często zdarza mi się, że coś wymyślę, a po jakims czasie widze to w kinie;/ No,ale postanowiłam, że opowiadnie o Kapitanku powinno ujrzeć światło dzienne i właśnie tu je publikuje;d Niezła zabawa ze słowotwórstwem -prosze czytac uważnie gdyż niektórcyh słów pojawiających się w opowiadaniu nie znajdziecie w słowniku;d
     Kapitanek,
koteczek malutki, obudził się na piaseczkiem pokrytej plażuni. W główeczce
zamęcik miał, jednak sztormik doskonalutko pamiętał. Huraganik ogromniutki
stateczek jegusieński zatopił i rozbiteczkiem uczynił go. Przeciętniutki
koteczek pewnie łezki wylałby, ale nie dzielniutki Kapitanek. Z piaseczku
podniósł się, kapelusik z pióreczkiem na główkę założył i ruszył prościutko do
dżungielki rosnącej bliziutko oceaniku. Przez gęściutkie krzaczki przedzierał
się, aż do środeczka lasku doszedł. Iść chciał dalej, ale dróżkę zagrodził mu
pajączek ogromniutki. Czarniutkim odnóżkami szybciutko przebierał i do ataczku
się szykował. Oczkami czerwioniutkimi błysnął i już zwycięstwunia swojuśkiego
pewniutki był. Wtem jednak Kapitanek mieczyk wyciągnął i ciosikiem szybciutkim
główeczkę przeciwniczkowi odciął. Z przerwanych tętniczek krewka sączyć się
poczęła, a ciałko martwiutkie na ziemiunie upadło głośniutko. Kapitanek długo
nad zwłoczkami nie stał, tylko ruszył dalej w mroczniutki lądzik.


Na zdjęciu mój kot.  Z góry przepraszam za błedy, ale szybko pisane to opowiadnie było;;]
Draka