Ciekawy przypadek Benjamina Buttona


Link 01.03.2009 :: 23:39 Komentuj (2)
13 nominacji do Oscara, w tym dla najlepszego filmu, wspaniała obsada, czegóż chcieć więcej?
Benjamin Button urodził się jak osiemdziesięciolatek i stopniowo młodnieje. Historię jego niezwykłego życia poznajemy, gdy Daisy, jego ukochana, umiera ze starości w szpitalu.
Sam pomysł na film - zaczerpnięty z noweli napisanej bodajże 1 922 roku  -jest ciekawy. Człowiek rodzący się starcem i z czasem młodniejący - aż się prosi o film, i to najlepiej z jakimś przesłaniem. Pewnie takim, że to bez różnicy czy przeżywamy życie od młodości do starości czy na odwrót, i tak nie uciekniemy do problemów, a śmierć zawsze nas znajdzie. Albo jeszcze tysiąc innych mądrych prawd - fani filmu zawsze coś wymyślą, aby móc nazwać "ciekawy przypadek" filmem z głębią.
Ja niestety jestem zawiedziona. Gdyby ktoś kazał mi w jednym zdaniu streścić film, powiedziałabym  : To o człowieku co się urodził jako niemowlak ze zmarszczkami,a zmarł jako gładki niemowlak. I za co ten Oscar za efekty specjalne, skoro kiedy Benjamin wygląda na młodszego od Daisy dopiero kiedy zagrał go młodszy aktor( niestety wiek Brada daje o sobie znać)?
Wolne tempo, pełno niepotrzebnych dłużyzn, zero emocji i w gruncie rzeczy przeciętna fabuła sprawiają, że "Ciekawy przypadek" wcale nie jest ciekawy.
Oczywiście tłum ludzi powie, że film jest przepiękny, ale jesli w kieszeni macie pieniądze tylko na jeden z filmów nominowanych do Oscara w kategorii najpeszy film, to proponuje zwyciężcę - "Slumdog miloner z ulicy" powala na kolankach;]

Przepraszam za taka ubogą recenzję, ale BRAK CZASU i siły na pisanie to chyba przypadłosc każdego maturzysty!


Zmierzch


Link 10.03.2009 :: 00:26 Komentuj (3)
Napisy w stylu "Kocham Edwarda Cullena" zalewają internet i dziewczęce pamiętniki. "Zmierzch" cieszy się ogromna popularnością i nic dziwnego skoro jest to ekranizacja bestsellerowej powieści. Film zarabia całkiem nieźle - to nastolatki najczęsciej chodzą do kina, a film jest przcież do nich adresowany.
Bella, cicha nastolatka(tak przynajmiej siebie opisuje, choć raczej tego nie pokazuje zwierzając sie ze spraw prywatnych obcym wampirom), przeprowadza się z piaszczystej Arizony do deszczownego Forks by zamieszkać ze swoim ojcem, szefem policji. W szkole poznaje Edwarda, niezwykle przystojnego i bladolicego wampira, w którym zakochuje się wze wzajemnościa. Ale, czy wampir może pozwolić sobie na związek z człowiekiem?
Fabuła filmu( ani ksiązki) mnie nie oczarowała. Uwielbiam historie o wampirach, ale te wampiry muszą coś w sobie mieć. Robienie filmów, w których przedstawiony jest romans człowieka z wampirem jest dość ryzykowne - wystarczy wspomnieć tu wyjatkowo nieudaną "Królowa Potępionych". Twórcy "zmierzchu" nie podołali temu zadaniu - w filmie brak jakiejkolwiek chemii między bohaterami. Jest to po czesci wina aktorów, którzy graja fatalnie. Kristen Stewart (Bella) wypowiada wszystkie swoje kwestie z nuta płaczu w głosie, a nawet najprostsze zdanie dzieli pauzą -brzmi to jakby miała problemy z wypowiadaniem się spowodowane zespołem Downa. Z mimika też ma problem - czy probuje ukazać, gniew, strach czy miłością-ciągle ma ten sam wyraz twarzy z nedomkniętymi ustami(och, jak mnie to denerwuje u aktorek - ludzie chodzą z otwrtymi ustami jak mają katar, albo jak chca złapać jakąś muchę i ją zjeśc na drugie śniadanie!). Partnerujący jej Robert Pattinson nie wypada lepiej - ciągle ma mine - przepraszam za określenie - jakby miał jakies zatwardzenie. Do tego zero uroku jaki powinien roztaczać nadludzko piękny wampir. Nie ważne czy jest się mężczyzną urodziwym czy nie( fanki na pewno uważają, że Robert jest najpiękniejszym mężczyzną na swiecie, ale ja się raczej z nimi nie zgodzę) to każda kobiete można uwieść odpowiedni spojrzniem, miną, których Pattinson w filmie nie stosuje.
Kolejną kwestią minusową jest charakteryzacja. Edward wygąda sztucznie, a nie wampirzo. Blada cera( a wrećz woskowa), potargane i ufarbowane włosy oraz naprawdę sztucznie wyglądające spojrzenie nie czyni go pociągającym wampirem. Kostiumy też nie powalają - wampiry chodzące w futerku czy samych spodniach po lesie nie sa tym co by się chciało ogladac na ekranie.
Wrażenie złej gry aktorów zdecydowanie potegowały ciągłe zbliżenia na ich twarze. Ujęcia te były wręcz potoworne, ukazwyały straszną mimikę. Gdy tylko kamera obejmowała całą postać Edwarda i Belli( scena, kiedy stoja w lesie i ona mu mowi "jestes wampirem) też nie dodają filmowi uroku - widac, że aktorzy bez jakich kolwiek emocji wypowiadają kwestie, które na jakies emocje zasługuja, stojąc jak kołki i nawet ręką nie machając.
Muzyka - prawie niezauważalna, nudna i nieciekawa, nie zapada w pamięć.
Nie miałam zbyt wilekich oczekiwań oglądając "Zmierch", ale ten film mimo wszystko mnie zawiódł. Liczylam choćby na muzyke i zdjęcia, ale w tej ekranizacji nie moge znaleźć żanych plusów.

"Piękne" wampiry

Tak wygladają ludzie/wampiry bardzo w sobie zakochani -miłość wręćz promienieje z ich twarzy!

Wampiry zawsze sie modnie ubierają - futerko z owieczki to przecież ostatani krzyk mody!

Kolejna scena miłosna;P( mam problemy ze znalezieniem zdjęcia na którym Bella miałaby zamknęite usta...no cóż, ciekawe ile much nałapała ta aktorka podczas kręcenia Zmierzchu?)

Draka ( jeśli macie ochotę posłuchać świetnej ścieżki dźwiękowej to polecam tą ze "Slumdoga" -naprawdę warto!)